Otwarta głowa

Łatwo zaakceptować nam, że coś jest dobre, lepsze, złe, gorsze. Jednak mamy trudność z zaakceptowaniem, złożoności, że coś może być dobre z elementami złego, złe z domieszką dobrego, nikczemne z jakąś wartością.

Przekładając to na kontakty międzyludzkie pewnym ograniczeniem będzie jeżeli założymy, że zachowanie ludzi jest albo dobre albo złe. Zazwyczaj ich zachowanie zależy od sytuacji w której się znaleźli. Często jest złożone. Nie ma ludzi tylko dobrych lub tylko złych, takie podejście jest dużym uproszczeniem. Ktoś może być przebiegły, ale i wrażliwy społecznie. Może też być lojalny, przyjacielski
i bezwzględny.

Przekładając na projekty biznesowe łatwo jest nam odrzucić projekt który nie został zaakceptowany lub nie sprawdził się. Jednak to, że w pewnych elementach są niedociągnięcia nie oznacza, że cały jest mało warty. Być może jest w nim kilka wartościowych rzeczy a może wystarczy niewielka zmiana aby był projektem przynoszącym zwrot z inwestycji.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Jak działa komunikacja oparta na potrzebach? Case study

Początek szkolenia dotyczącego komunikacji z trudnym klientem dla pracowników jednej z państwowych instytucji finansowych. Na sali jest już prawie komplet uczestników, w pierwszym rzędzie siada Pani, kilka lat przed emeryturą spogląda na mnie i mówi:

Pani – Pan to chyba nie miał zbyt wiele do czynienia z trudnym klientem.

Ja – (z lekkim rozbawieniem) a po czym Pani to stwierdziła?

Pani – po Pana wieku.

Ja – aha rozumiem, wygląd czasem nie odzwierciedla rzeczywistości. Jednak podoba mi się Pani poczucie humoru i odwaga, bo nie każdy jest w stanie komunikować się tak wprost. Wracając do wyglądu i wieku to słyszałem już różne uwagi np. haa haa ha on mógłby być moim wnuczkiem.

Po czym bohaterka wpisu roześmiała się szeroko i od tej chwili była aktywnym i pomocnym uczestnikiem warsztatu. Na koniec powiedziała, że było to najlepsze szkolenie na jakim była. Podkreślając, że już wiele przebyła. Po kilku dniach ta Pani zapisała się do mnie na szkolenie otwarte.

Co się wydarzyło? Bohaterka wpisu miała pewne potrzeby takie jak potrzebę bycia zauważoną, być może obawiała się utraty pozycji, tym samym mogła czuć się zagrożona. Rozmowę rozpoczęła od próby rywalizacji by zaspokoić swoje potrzeby. Jednak zaspokoiła je bez wojny, ot tak po prostu. Dostała ode mnie dowartościowanie, bezpieczeństwo i sympatię. Szybko odwzajemniła się tym samym.

Sytuacja ta w dobry sposób ilustruje jak ważne jest nie ocenianie ludzi zbyt pochopnie a raczej zwrócenie uwagi na ich potrzeby. Umiejętność ta pozwala tworzyć dobre relacje i często zatrzymuje sytuacje konfliktowe już na samym początku. Obserwując czyjeś zachowanie warto zastanowić się czego ta druga strona potrzebuje?

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Jak nasze oczekiwania wpływają na innych? O samospełniających się proroctwach

Twoje oczekiwania wpływają na Twój sposób myślenia. Myśli natomiast są ściśle powiązane z działaniem. To, co myślisz o świecie, o sobie, o innych ma bezpośredni wpływ na Twoje zachowanie. W tym wpisie chcę jasno i konkretnie przybliżyć Tobie, jak założenia i proroctwa oddziałują na nas i na nasze otoczenie.

Na wstępie opiszę pokrótce badania przeprowadzone przez Roberta Rosenthala i Leonre Jacobson*, którzy w ciekawy sposób pokazują mechanizm samospełniających się proroctw. W jednej ze szkół podstawowych poprosili każdego ucznia o wypełnienie testu inteligencji. Następnie przekazali nauczycielom, że niektórzy uczniowie osiągnęli wybitne wyniki, co świadczy o ich wysokim poziomie inteligencji i o tym, że podczas tego roku osiągną bardzo dobre wyniki w nauce. W rzeczywistości uczniowie „wybitni” zostali wybrani losowo, nie analizowano ich testów, oni sami nie wyróżniali się niczym szczególnym i tak jak ich rówieśnicy mieli równe szanse na wysoki wynik. Różnili się jedynie w wyobrażeniach nauczycieli (ani uczniów, ani ich rodziców nie informowano o wybitnych zdolnościach). W nauczycielach wywołano błędne przekonanie, że niektóre dzieci osiągną więcej. Badacze nie ingerowali w to, co się później działo, w trakcie roku szkolnego co jakiś czas obserwowali sytuację w klasach, a na koniec nauki ponownie zbadali wszystkich uczniów prawdziwym testem inteligencji. Wyniki badań pokazały, że ci nieliczni uczniowie wytypowani jako „wybitni” w znaczącym stopniu zwiększyli swoje osiągnięcia. Czy był to zbieg okoliczności? Jak mogło do tego dojść? Co takiego się wydarzyło, że proroctwo spełniło się?

Nauczyciele założyli, że uczniowie wybitni mają większe zdolności i tym samym stawiali im wyższe wymagania, zadawali więcej materiału do opanowania, który był na bardziej zaawansowanym poziomie niż u pozostałych. Nauczyciele przekonani o dużych możliwościach „wybitnych” uczniów dostarczali im więcej informacji zwrotnej, co może sugerować, że była ona motywująca i zachęcała do wytężonej pracy. Dodatkowo nauczyciele budowali bliższą, cieplejszą relację z wyróżnionymi uczniami, poświęcali im więcej uwagi i bardziej wspierali ich. Nauczyciele podążyli za swoim schematem myślowym, który miał się nijak do rzeczywistości. Badacze zaś utwierdzili ich w błędnym przekonaniu, ale jednocześnie ich założenie wpłynęło na wyniki uczniów.

Podobnie jak nauczycielom w badaniu nam również zdarza się opierać nasze postrzeganie świata na mylnych założeniach, często wzbudzonych przez czynniki zewnętrzne. Poniżej podam kilka przykładów, jak może wyglądać samospełniające się proroctwo i dlaczego ma ono tak dużą siłę.

Gdy spotykamy człowieka, którego nie darzymy sympatią, zazwyczaj robi on wrażenie nieprzyjaznej, oschłej i nieprzyjemnej osoby. Najprawdopodobniej nie dlatego, że taki jest z natury, być może przyjął tylko postawę, którą odpowiada na sposób, w jaki my odnosimy się do niego. Jeżeli uważasz kogoś za wroga, nie będziesz dla niego serdeczny ani miły, a i on widząc Twoja reakcję, nie będzie starał się Ciebie polubić i odwzajemni wrogie nastawienie. Sytuację oceniamy błyskawicznie, w przeciągu kilku sekund tworzymy obraz danej osoby. Dodatkowo zauważamy tylko te zachowania drugiej osoby, które potwierdzają nasz pogląd, i niwelujemy znaczenie zachowań, które nie zgadzają się z naszymi założeniami. Podobnie samospełniające się proroctwo działa w kontaktach z przełożonymi, podwładnymi i innymi osobami z otoczenia. Proroctwa mogą zniechęcać do działania, powodować stagnację, mogą też motywować i przybliżać do osiągnięcia wybitnych wyników, jak to miało miejsce w eksperymencie wspomnianym powyżej. Jeżeli chcesz sam sprawdzić, jak to działa, podejmij wyzwanie. Wybierz osobę, co do której masz negatywny stosunek (na pewno znasz kogoś takiego w swoim otoczeniu), następnie wyobraź ją sobie jako niezwykle czarującą i uprzejmą. Przez kilka najbliższych spotkań bądź dla niej miły, serdeczny i przyjacielski. Sprawdź, co może się zmienić w zachowaniu tej drugiej osoby.

Samospełniające się proroctwa mają wpływ nie tylko na kontakty interpersonalne, lecz również na nasz sukces i porażkę na różnych polach. To nasze założenia decydują, czy wykorzystamy nadarzające się możliwości, jak będziemy reagować na nasze błędy, czy mimo frustracji będziemy dążyć do osiągnięcia celu. Proroctwa mają wpływ na naszą przyszłość i naszą rzeczywistość.

Świadomi tego, że jesteśmy stroną, która może nie tylko ulegać proroctwu, lecz także oddziaływać w ten sposób na innych, powinniśmy wiedzieć, że zmiana naszego stosunku nie jest rzeczą prostą. Czasem zachowujemy się w tej kwestii jak uparte osły, odrzucając inny punkt widzenia. Nawet w obliczu konkretnych i przekonujących dowodów na to, że nasze założenie jest mylne, bywa, że go nie zmieniamy. Wiedząc to, być może staniemy się bardziej elastyczni co do naszych oczekiwań.

*źródło Psychologia Społeczna, E. Aronson, T. D. Wilson, R. M. Akert.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Motywacja vs. Przymus

Różnica pomiędzy przymusem a motywowaniem polega na tym, że motywując tworzy się warunki, w których działanie jest realizowane w oparciu zasady dobrowolności, autonomicznego wyboru i w wyniku wewnętrznych pragnień jednostki, zaś przymuszając uzyskuje się spełnianie żądań (zwanych eufemistycznie oczekiwaniami) na zasadzie obowiązku czyli, narzuceniu jednostce cudzej woli, przy braku poszanowania indywidualnych uczuć, pragnień, potrzeb i priorytetów.

Motywowanie wspiera potencjał, wspomaga rozwój i uświadamia jednostce jej asertywne prawa. Przymus tłumi możliwości, wynaturza, pozbawia autonomicznych praw i zmniejsza szansę na doskonalenie potencjału.

W wyniku motywacji kształtują się zamiłowania, pasje, satysfakcja z wypełniania zadań, otwartość, ciekawość świata, poczucie wpływu na swój los i gotowość do wprowadzania dobrych zmian w otaczającej rzeczywistości, zaś w efekcie restrykcji rodzą się frustracje, monotonia, nuda, schematyczne wypełnianie zadań, niechęć do własnej aktywności, przekonanie o braku wpływu na swój los oraz niemożności zmiany rzeczywistości, brak zadowolenia z pracy, przypisywanie osiągnięć wpływom zewnętrznym (a nie sobie), niska satysfakcja z życia, zamknięcie na nowe doświadczenia, stagnacja i brak dążenia do nieprzymuszonych zmian, a także niedobór perspektyw,  a nawet awersja do wykonywanych zadań.

O ile motywowanie zwiększa przyszłe motywacje niezależnie od prospektywnej obecności czynników motywujących i zwiększa prawdopodobieństwo osiągania spektakularnych sukcesów, o tyle nakaz obniża gotowość do dobrowolnego działania, a zadania realizowane są na poziomie nie wykraczającym poza wymaganą normę. Motywowanie daje dobroczynne efekty nawet po ustaniu procesu motywowania. Przymus prowokuje aktywność tylko wówczas, gdy aktualna i realna jest perspektywa kary. Motywując odnosimy się do człowieka podmiotowo, przymuszając traktujemy jednostkę ludzką przedmiotowo, a przecież żadna istota myśląca i czująca przedmiotem nie jest i nie godzi się, aby była tak postrzegana i traktowana.

Artykuł pochodzi ze strony Psychologia Rozwoju Osobistego.

http://psychologiarozwojuosobistego.blogspot.com/2015/09/motywacyjne-znaczenie-pochway.html

Autorka artykułu E. Śliwińska

Posted in Uncategorized | 1 Comment

Motywacyjne znaczenie krytyki i pochwały

JAK OPTYMALNIE MOTYWOWAĆ DO DZIAŁANIA I ROZWOJU?

Jednym z przejawów niskiej edukacji psychologicznej w poprzednich latach był powszechnie stosowany model wychowania i motywowania do rozwoju i osiągnięć oparty na krytyce oraz koncentracji na słabych stronach jednostki. Wytykanie błędów oraz indywidualnych niedoskonałości a także akcentowanie przewinień i niepowodzeń przy jednoczesnym bagatelizowaniu zalet i osiągnięć postrzegano jako działania mające przyczynić się do wzrostu motywacji i skłaniać do redukcji nieakceptowanych zachowań. Osobiście pamiętam czasy, kiedy zaangażowany i pełen najlepszych (jak mniemam) intencji nauczyciel nazywał ucznia „głąbem”, „nieukiem”*, straszył mające trudności w nauce dziecko, iż czeka go niepomyślna przyszłość, prognozował przyszłe trudności społeczno-ekonomicznie informując ucznia, że będzie „kopał doły” jeśli nie zacznie się uczyć, zaś pełni troski rodzice próbowali osiągać efekty motywacyjno-wychowawcze groźbami np.: „nic w życiu nie osiągniesz jeśli nie zaczniesz się uczyć” , upokorzeniami np.: „jesteś leniem* i nic dobrego z ciebie nie wyrośnie” lub ośmieszeniem w obecności innych i porównaniami z innymi dziećmi: „ona robi to doskonale a ty jak zwykle** masz najgorsze wyniki”. Tego typu sposoby nie stanowiły odosobnionych przypadków, lecz były wyrazem powszechnie występujących przekonań i tendencji. Niewykluczone, że Ci agresywni dorośli stosujący metody oparte na krytyce i upokorzeniu sami w okresie niedorosłości doświadczali przejawów werbalnej i pozawerbalnej przemocy ze strony dorosłych. Skądinąd dowiadujemy się o stosowanej jeszcze wcześniej metodzie linijkowej (bicie linijką po rękach), ciągnięciu nie radzącego sobie z nauką dziecka za uszy, publicznym ośmieszaniu i epitetowaniu ucznia podczas ustnego odpytywania*** pod tablicą oraz wielu innych równie antymotywujących i krzywdzących dziecko praktykach. Jak powszechnie wiadomo: „agresja rodzi agresję”, stąd w warunkach niskiej edukacji i społecznej akceptacji zachowań przemocowych zatacza się koło agresywnych metod wychowawczo–motywacyjnych.

* zauważmy dodatkowo, że nie są to nawet określenia krytyki wobec zachowania, lecz epitety deprecjonujące dziecko jako osobę – tym większe piętno wywierające na samoocenę dziecka

**jak zwykle – określenie uważane dziś za przeszkodę w komunikacji, wypowiedziane w takim kontekście do dziecka zawiera w sobie dodatkowo dewaluację wszelkich poczynań dziecka, uogólniając negatywną ocenę pojedynczego niepowodzenia na wszystkie podejmowane przez nie działania
***praktyki traktowane obecnie jako jedna z możliwych przyczyn kształtowania się obaw przed wystąpieniami publicznymi

STOPNIOWE ODEJŚCIE OD METOD AGRESYWNYCH

Obecnie na skutek wzrostu popularyzacji wiedzy psychologicznej oraz pedagogicznej, a także w wyniku coraz większego zainteresowania społecznego fachową wiedzą z zakresu tychże dziedzin, obserwujemy coraz częstsze przejawy odchodzenia od modelu tzw. „negatywnej motywacji” a wraz z nimi spadek przyzwolenia społecznego na stosowanie metod mogących oddziaływać ujemnie zarówno na motywacje dążeniowe jak i aktualny oraz przyszłościowy dobrostan psychiczny jednostki**** epitetowanej, ośmieszanej, upokarzanej, poddanej nieumiejętnemu, oceniającemu i krytycznemu feedbackowi. Owe obserwowane odchodzenie od metod agresywnych odbywa się na rzecz wzrostu częstości stosowania tzw. „motywowania pozytywnego”, czyli akcentowania mocnych stron i osiągnięć. O ile tego rodzaju zmiany są zmianami we właściwym kierunku i bardzo cieszą, to jednak istnieją dowody na to, że aby pochwała skutkowała oczekiwanymi rezultatami w zakresie budowania wiary jednostki we własne możliwości odnoszenia sukcesów oraz wzmacnianiem dążeń do osiągnięć i rozwoju, powinna być przekazywana w odpowiedni, sprzyjający osiągnięciom sposób. Optymalne oddziaływania wzmacniające poczucie wartości i motywujące jednostkę do rozwoju oraz podnoszenia kompetencji powinny uwzględniać przyszłościowe, motywacyjne skutki stosowania danego typu pochwał, zarówno w sytuacji powodzenia jednostki w realizowanych zadaniach, jak i w warunkach poniesienia porażki, która zgodnie z dominującymi teoriami z zakresu psychologii motywacji jest nieodłącznym elementem procesu dążeniowego. Uświadamianie mocnych stron jest zjawiskiem korzystnym i niezbędnym do poznania własnych możliwości, wyboru właściwej ścieżki rozwoju tak osobistego jak i zawodowego oraz budowania realistycznego wizerunku własnej osoby, jednak problem pojawia się wówczas, gdy zaczynamy łączyć posiadanie określonych cech indywidualnych z prawdopodobieństwem osiągania określonych rezultatów w podejmowanych aktywnościach.

**** szkodliwość takich oddziaływań jest tym donioślejsza jeśli mamy do czynienia z osobami niepełnoletnimi o wciąż kształtującym się poczuciu tożsamości

NIEBEZPIECZEŃSTWA ZWIĄZANE Z NIEUMIEJĘTNYM MOTYWOWANIEM POCHWAŁĄ

Motywowanie pochwałą dość często przybiera postać akcentowania indywidualnych cech osobowości i choć wskazywanie mocnych stron jest działaniem właściwym służącym zdrowiu i rozwojowi, to jednak jeśli pozytywne właściwości osobowościowe są prezentowane jako czynniki odpowiedzialne za powodzenie w poszczególnych dziedzinach, taki sposób oddziaływania może prowadzić do budowania w jednostce przekonań, iż wyznacznikiem sukcesu są pewne właściwości dyspozycyjne, a sukcesy osiągają ludzie obdarzeni owymi walorami osobowościowymi*****. W ten sposób następuje kształtowanie u tak motywowanej osoby nastawień stałych wobec sukcesu, które zgodnie w badaniami Carol Dweck****** obserwuje się u jednostek, które osiągają sukcesy ze znacznie mniejszą częstością. Ujemną stroną traktowania stałych i w niewielkim stopniu poddających się zmianom właściwości indywidualnych jako determinant sukcesu są skutki tego typu przekonań w warunkach porażki. Mówienie dziecku, że osiąga najlepsze wyniki ze względu na inteligencję oraz że jego wyniki sportowe są efektem posiadanego przez nie talentu, nie wydaje się złym oddziaływaniem tak długo, jak długo taka jednostka odnosi sukcesy stanowiące dla niej potwierdzenie posiadania pozytywnych cech osobowości. Jednak, jeśli kształtowana w takim przekonaniu osoba doświadczy niepowodzenia, wówczas dość często okazuje się, że pojawiają się trudności z tzw. „uniesieniem” przegranej. Czasem słyszy się stwierdzenia, iż jakieś dziecko lub jakiś dorosły nie jest „odporne/-y na porażki”. Otóż w sytuacji niepowodzenia najprostszym logicznym wnioskiem zbudowanym na bazie tak ukształtowanych przekonań jest zwątpienie w posiadanie pozytywnych cech osobowości, a w dalszej konsekwencji brak wiary we własną możliwość odnoszenia sukcesów, które miały być przypisane wrodzonym dyspozycjom indywidualnym. W ten sposób słabsza ocena może stanowić podważenie wiary dziecka we własną inteligencję, a przejściowy zbieg niepowodzeń sportowych staje się źródłem braku wiary w posiadanie predyspozycji do uprawiania danej dyscypliny sportu. Jeśli opinia o własnych mocnych stronach jest zbudowana na tak chwiejnych podstawach, może to skutkować ujemnymi konsekwencjami m.in. w zakresie poczucia wartości własnej. Nie można przecież uznać, że osoba która uważa się za inteligentną w chwili sukcesu i wątpiąca w posiadanie wysokiego wskaźnika tej cechy w okresie spadku wyników ma ustabilizowane i adekwatne poczucie własnej wartości.

***** tego typu założenia prowadzą do mylnych przekonań na temat sukcesu, według których sukces jest przypisany tylko wąskiej grupie jednostek posiadających określone atrybuty osobowości, a szanse na jego odniesienie są uwarunkowane genetycznie, gdyż zgodnie z dominującymi czynnikowymi teoriami osobowości, cechy są determinowane biologicznie i w niewielkim stopniu podlegają zmianom zewnętrznym.

JAK WŁAŚCIWIE STOSOWAĆ POCHWAŁY?

Z kolei osoby, w których zaszczepione zostało przekonanie, iż posiadają pewne pozytywne cechy osobowości, jednak ich sukces jest zależny w dominującym stopniu od wysiłku i poziomu własnego zaangażowania, a jego brak nie ma związku z posiadaniem przez nie mocnych stron, w sytuacji porażki będą przypuszczalnie wykazywały się większą skłonnością do upatrywania przyczyn niepowodzenia w niewystarczających wysiłkach własnych, a więc będą dysponować większą motywacją do osiągnięć zgodnie z przekonaniem „osiągnę sukces, jeśli będę do niego dążył” oraz „jestem w stanie przezwyciężyć różne niepowodzenia, jeżeli będę wytrwale ćwiczył”. Tak motywowane jednostki wykazują się nastawieniem rozwojowym wobec sukcesu. Zgodnie z badaniami Carol Dweck****** osoby z nastawieniem rozwojowym wobec sukcesu osiągają swoje cele ze znacznie większą częstością niż jednostki z nastawieniem stałym. Z kolei według dominujących teorii z zakresu psychologii motywacji czynnikiem stanowiącym najważniejszą determinantę sukcesu jest wytrwałość w pokonywaniu przeszkód oraz przezwyciężaniu ujemnych emocji towarzyszących doświadczeniu porażki.

UZASADNIENIE TEORETYCZNO-EMPIRYCZNE

Podstawą teoretyczną opisanych powyżej prawidłowości motywacyjnych są m. in. dowody z zakresu teorii atrybucji. Zimbardo******* wskazuje na badania Covingtona, które pokazały, iż mamy większą skłonność do przypisywania przyczyn odniesienia lub braku sukcesu czynnikom osobowościowym. Ów rodzaj atrybucji może wiązać się jednak z ujemnymi skutkami dla jednostek przyjmujących tego typu atrybucje wobec osiągnięć, ponieważ jeżeli przyjmiemy, iż za odniesienie sukcesu lub jego brak odpowiadają posiadane zdolności, wówczas o ile sytuacja powodzenia będzie stanowić dowód wysokich kompetencji jednostki, to jednak niepomyślności będą stanowić wskaźniki indywidualnych deficytów dyspozycyjnych. Jak podaje Zimbardo*******, rodzaj przyjmowanej atrybucji wobec sukcesu lub porażki oddziałuje zarówno na 1. emocje, których doświadcza dana osoba, ale także 2. na jej samoocenę oraz 3. na motywację jednostki do realizacji zadań w przyszłości oraz 4. rodzaj celów, które dana osoba będzie wyznaczać w przyszłości, z kolei opisany powyżej sposób poznawczych interpretacji własnych osiągnięć w warunkach porażki może prowadzić do uczucia wstydu, poczucia winy a także strachu oraz nastroju depresyjnego. Zimbardo******* wskazuje, iż przyjęcie założenia, zgodnie z którym za poziom własnych osiągnięć odpowiedzialne są indywidualne cechy osobowości, w sytuacji porażki prowadzi do przekonania, iż za brak efektywności odpowiada brak własnych zdolności lub poziom trudności zadania prowadzi do obniżenia wytrwałości i szybszego rezygnowania z podejmowanych zadań. Dopiero uznanie, iż brak powodzenia jest skutkiem niepomyślnego zbiegu okoliczności lub niewystarczającego zaangażowania, zbyt niskich starań prowadzi do podniesienia motywacji oraz skłonności do wkładania większego wysiłku i podejmowania kolejnych dążeń do poprawienia swojego wyniku.

*******Aronson, Psychologia Społeczna, 2012, Zysk i S-ka

*******P. G. Zimbardo, Psychologia i życie, Warszawa (1999), PWN

Artykuł pochodzi ze strony Psychologia Rozwoju Osobistego.

http://psychologiarozwojuosobistego.blogspot.com/2015/09/motywacyjne-znaczenie-pochway.html

Autorka artykułu E. Śliwińska

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Słów kilka o krytyce

W artykule „O sile docenienia” napisałem, jak ważnym elementem w kontaktach międzyludzkich jest pozytywne zauważenie drugiej osoby. W życiu jednak, mimo największych chęci, czasem ciężko jest uniknąć krytyki wobec innych ludzi. Co w związku z tym? Ważne, żebyś wiedział, że krytyka atakuje jedno z najczulszych miejsc w człowieku. Dotyka samooceny. Wszystko, co zagraża naszej samoocenie, powoduje włączenie mechanizmów obronnych, których celem jest utrzymanie jej na wysokim poziomie. Krytyka jest szpilką wbitą w samoocenę i mobilizuje człowieka do jej ochrony. Stąd najczęstszymi reakcjami osoby, która słyszy negatywną uwagę na swój temat, są zaprzeczanie faktom, usprawiedliwianie się, milczenie podszyte strachem, atakowanie czy chociażby postawa oskarżonego, który próbuje udowodnić swoją niewinność.

Ludzki mózg unika nieprzyjemności, bólu i wszystkiego, co powoduje dyskomfort. Jest to automatyczny, naturalny i mocno zakorzeniony w nas mechanizm. Krytykując, sprawiasz ból, nieprzyjemność i powodujesz dyskomfort. Osoba, która jest obiektem Twojej negatywnej uwagi, może się od Ciebie odsuwać, powoli, stopniowo, niezauważalnie dla Ciebie i dla niej. Dzieje się to jednak skutecznie i systematycznie, jeżeli krytyka jest powielana. Osoba taka może też wybrać inne zachowanie obronne, na przykład atak czy choćby umniejszanie rangi temu, kto wygłasza krytykę. Nie brzmi to zbyt optymistycznie dla dalszej relacji.

Mam dla Ciebie jednak dobrą wiadomość, jest metoda na to, by przekazać negatywną uwagę i podtrzymać poziom relacji na wysokim poziomie. Warunek to połączenie krytyki z docenieniem. Nie wpływa ona wtedy tak silnie na samoocenę osoby krytykowanej. Tym samym zmniejsza przykre doświadczenia, co przekłada się na wasze stosunki. Można zrobić to na dwa sposoby. Po pierwsze połączyć negatywną uwagę z docenieniem. Komunikat taki mógłby wyglądać następująco:

Karol, umówiliśmy się, że wyślesz mi kompletny raport wczoraj, nie zrobiłeś tego. Bardzo lubię z Tobą pracować, masz mnóstwo ciekawych pomysłów, ale ta sytuacja mnie irytuje.

Drugi sposób to tak zwana kanapka, czyli docenienie, negatywna uwaga i docenienie. W praktyce wygląda ona tak:

Pani rozmowa rekrutacyjna była jedną z najlepszych. Nie zdecydowaliśmy się jednak zatrudnić Pani, ponieważ poszukujemy osoby z większym doświadczeniem. Z mojej strony chciałem natomiast przekazać, że byłem pod ogromnym wrażeniem tego, jak odpowiadała Pani na pytania związane z pozycją lidera w grupie.

Sama negatywna uwaga jest odpychająca i zniechęca. Docenienie, żeby zadziałało, musi być szczere i autentyczne. Wyżej wymienione przykłady pokazują, jak może wyglądać asertywna i konstruktywna informacja zwrotna. Informacja, która mówi, co nam się nie podoba, czego nie chcemy, a jednocześnie nie przytłacza negatywami.

Choć nie jestem zwolennikiem używania słów nigdy i zawsze, to tu posłużę się nimi rozmyślnie.

Krytyka zawsze z docenieniem, nigdy sama.

Posted in Uncategorized | 2 komentarze

O sile docenienia

W naszym społeczeństwie zazwyczaj jest tak, że zauważamy te elementy czyjegoś zachowania, które nie odpowiadają naszym oczekiwaniom. Jeżeli jednak ktoś zachowuje się po naszej myśli, to uznajemy to za normę. W pierwszym przypadku zazwyczaj dochodzi do jakiejś reakcji z naszej strony, a w drugim jej brak. Pisząc o reakcji, mam na myśli krytykę i docenienie. Posłużę się tu pewnym przykładem. Jeśli Adaś jest kiepskim matematykiem i dobrym sportowcem w klasie, to nauczyciele próbują wyciągnąć go z matematyki, często zapominając o tej stronie umiejętności Adasia, w której idzie mu dobrze. I tak kończąc szkołę, nasz bohater w najlepszym przypadku jest przeciętnym matematykiem i takim samym sportowcem. Zastanawia mnie, jak losy Adasia potoczyłyby się, gdyby na jego drodze było więcej pozytywnego wsparcia. Czy mógłby zostać świetnym sportowcem, tancerzem, cyrkowcem czy choreografem? Przykład ten mówił o szkole i młodym chłopcu, ale podobne sytuacje zdarzają się równie często w firmach i instytucjach.

Docenienie ma ogromną moc. Znakomicie wspiera i motywuje. To ono zachęca do osiągania coraz lepszych wyników, do odważnego działania. Pozwala uwierzyć w siebie i wydobyć ukrytą kreatywność. Pozytywna informacja zwrotna buduje bezpieczeństwo i sprzyja nawiązywaniu dobrych relacji z innymi.

Jeżeli tyle zalet i możliwości drzemie w docenianiu, co stoi na przeszkodzie, żeby stosować je częściej? Możemy zauważyć pewną tendencję. Ludzie często unikają doceniania innych, ponieważ obawiają się, że ich intencje nie zostaną dobrze zrozumiane. Jeżeli jednak Twoją intencją jest szczere przekazanie informacji o tym, co Ci się podoba albo co Cię zachwyca, to zrób to. Bezpośrednio i z całą serdecznością. Szczere i uczciwe docenianie nie ma nic wspólnego z manipulacją i pochlebstwami. Istnieją też liczne mity związane z docenianiem takie jak to, że osoba doceniana zaprzestanie dalszego rozwoju lub stanie się wyniosła i zarozumiała. Jednak to właśnie brak pozytywnego wsparcia może powodować obniżenie poczucia własnej wartości. Przekłada się to w znacznej mierze na obniżenie motywacji do dalszego rozwoju, jak również na stosowaniu zachowań mających na celu maskowanie niskiego poczucia własnej wartości takich jak wywyższanie się czy lekceważenie innych.

Pamiętam, jak pod koniec szkolenia z liderami, na którym omawialiśmy, jak ważne jest docenienie w motywacji pracowników, jeden z uczestników zdecydował się opowiedzieć pewną historię. Marek[1] wspomniał o niełatwej rozmowie, jaką odbył z pracownikiem, który po wielu latach świetnych wyników sprzedażowych zaczął osiągać coraz to gorsze rezultaty. Minęło kilka dni i do jego biura przyszedł ponownie ten sam pracownik, tym razem mówiąc: Marek jestem Ci bardzo wdzięczny za nasze ostatnie spotkanie. Gdy powiedziałeś, że jestem w stanie osiągnąć znakomite wyniki, takie jak kiedyś osiągałem, zobaczyłem, że Ty pamiętasz to, co zrobiłem dla firmy. Poczułem ogromną satysfakcję z tego powodu. Myślę też o zaufaniu, którym mnie obdarzasz, i jest to dla mnie coś bardzo ważnego. Nie mówiłem Ci tego jeszcze, ale chcę, żebyś wiedział, że dobrze mi się z Tobą współpracuje. Docenienie dla samego lidera było mocnym, pozytywnym wsparciem, tym bardziej że powątpiewał w swoje zdolności przywódcze. Na tym przykładzie widać ciekawą zależność. Marek docenił pracownika, a ten po pewnym czasie docenił Marka. Prawda jest taka, że trudno nam nie lubić kogoś, kto zwraca na nas pozytywną uwagę.

Dla części osób docenienie może być krępujące. Nie oznacza to, że jest ono niechciane, po prostu mamy różną wrażliwość i inaczej reagujemy na słowa pochwały. Warto też zbadać, czy ktoś, kogo chcemy docenić, woli w takiej sytuacji być z nami na osobności czy raczej usłyszeć komplement na forum. W pozytywnej informacji samo super, świetnie, fajnie nie wystarczy. Powtarzanie takich słów może być odbierane jako mało szczere. Przy docenianiu skupmy się na konkretnych zachowaniach bądź działaniach.

Z jednej strony wiele osób wie, jak ważne jest docenienie, a z drugiej strony mimo tej wiedzy tak rzadko stosuje ją w praktyce.

Jedno jest pewne, pragniemy być pozytywnie zauważeni.

[1]    Imię zostało zmienione.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

O ukrytym motorze ludzkiej natury

O kontaktach interpersonalnych i zjednywaniu sobie innych napisano wiele. W tym wpisie spróbuję zwrócić Twoją uwagę na jedną istotną kwestię dotyczącą zachowań międzyludzkich. Jest to zjawisko, którego działanie można porównać z mechanizmem dźwigni, stwarzającym możliwość podniesienia dużej masy przy niewielkim nakładzie energii.

Warto, w kontaktach z ludźmi patrzeć na ich zachowania czy sposób myślenia przez pryzmat ich potrzeb, tych zaspokojonych i niezaspokojonych. Jest to niezwykle skuteczna metoda. Pozwala lepiej  zrozumieć drugą osobę. Przykład, o którym często myślę, dotyczy zwierząt. W akwenach otaczających między innymi Kubę można spotkać niewielkie ryby. Przestraszone połykają wodę, tym samym zwiększa się ich objętość ciała, a ich kolce stają się nastroszone. Zachowanie tych zwierząt pokazuje świetnie, co można zrobić, gdy traci się poczucie bezpieczeństwa. Z ludźmi jest podobnie. Widać to na ulicach, gdy kierowcy trąbią na siebie lub jadą z dużą prędkością, wymijając inne samochody. Widać to w sklepach, bankach i na poczcie, gdzie niejednokrotnie ludzie zachowują się wobec siebie wrogo. Widać to również w postawie ciała. Możemy zauważyć na przykład nienaturalnie wyprostowane sylwetki. Ludzi chcących pokazać, że panują nad sytuacją i nic nie jest w stanie im zagrozić. Osoby obawiające się kompromitacji i swoich słabości. Przestraszone ryby i ich reakcja obronna. Zwiększenie objętości ciała i kolce, maska, którą ludzie przesłaniają twarz daje złudne poczucie mocy, władzy i wyższości, redukując strach i nie pewności, ale tylko pozornie. Wyżej wymienione zachowania mogą świadczyć o chwilowej lub stałej utracie poczucia bezpieczeństwa.

W tym wpisie nie o bezpieczeństwie będzie jednak mowa. Powyższy przykład ma na celu  ukazanie jak niezaspokojenie pewnego elementu może wpływać na nasze zachowanie. Teraz chciałbym przedstawić Ci jedną z niezwykle istotnych potrzeb, które odczuwa człowiek. John Dewey nazywał ją ukrytym motorem ludzkiej natury. To potrzeba bycia ważnym. Wiedząc o tym, możesz sprawić, że w kontaktach interpersonalnych Twoi rozmówcy poczują właśnie ją. Dzięki temu poprawicie jakość waszych relacji.

Jak to zrobić?

Ludzie czują się ważni, gdy mówią. W kontakcie z drugim człowiekiem słuchaj uważnie, staraj się rozumieć drugą osobę, spojrzeć na sytuację z jej punktu widzenia. W komunikacji mówienia i słuchania powinno być po połowie. Ale nie jest to sztywna reguła, raczej chęć zwrócenia Twojej uwagi na aspekt aktywnego słuchania i empatii w komunikacji.

Pytaj, podążaj za rozmową. Pytania są świetnym narzędziem do podtrzymania dialogu. Jeżeli Twój rozmówca mówi o czymś, to znaczy, że jest to dla niego istotne. Słuchaj uważnie, a na pewno znajdziesz wiele pytań. Nie obawiaj się ich zadania, lubimy mówić, gdy widzimy zainteresowanie słuchacza.

Doceniaj. Zapewne bez trudu zauważasz rzeczy, które ktoś robi nie tak, jak byśmy tego sobie życzyli. Teraz postaraj się również zauważać te rzeczy, które ta osoba robi dobrze i co ważne, mów o nich jak najczęściej i bezpośrednio. Pozytywna informacja jest niezwykle istotnym elementem w kontakcie z innymi. W naszym społeczeństwie zepchnięto ją na margines, ale o tym napisałem w innym miejscu na blogu.

Zastosowanie tych trzech elementów, jak już wspomniałem na początku wpisu, działa jak dźwignia. Żeby jednak dźwignia była skuteczna, konieczna jest stabilna podpora. Tą podporą są szczerość i prawdziwe zainteresowanie. Gdy w słuchaniu, w pytaniach i w docenianiu zabraknie tego, nasza dźwignia co najwyżej będzie stać w miejscu. Nie zachęcam do pochlebstw, które są fałszywe i obłudne. Zachęcam do autentyczności, szczerości i uczciwości.

Ludzie, u których potrzeba ważności nie jest zaspokajana, zrobią wiele, aby tę potrzebę zaspokoić samemu. I stąd na przykład nadmierne skupianie uwagi na sobie, notoryczne rozwlekanie rozmów, opowiadanie o rzeczach nieistotnych w danym momencie, nieumiejętność dostrzeżenia potrzeb drugiej strony, skarżenie się na trudności życia codziennego. Niezaspokojoną potrzebę ważności szczególnie dobrze widać u dzieci. Gdy pierwszy raz zabrałem bratanków na przejażdżkę samochodem, okazało się, że już po kilku minutach jazdy nabawili się choroby lokomocyjnej, bolał ich brzuch i źle się czuli. Zatrzymaliśmy się na poboczu. Ale nie wyglądali na chorych. Złożyłem wszystkie elementy układanki w całość. Na początku podróży wsiadłem do samochodu, skupiłem się na jeździe, nie zauważając potrzeb dzieci. Te nie otrzymując zainteresowania, wzbudziły je u mnie same, skarżąc się na ból i złe samopoczucie. Kiedy słuchałem ich utyskiwań, odezwał się we mnie troskliwy dorosły, a moi bratankowie dostali to, czego im zabrakło. Dalsza droga minęła nam na opowiadaniu historii. Dzieci nie bolał już brzuch, a i samopoczucie wszystkich było lepsze. Pisałem tu o najmłodszych, ale kwestia wieku to tylko różnica w doborze słów.

Podsumowując wpis, zachęcam Cię, abyś zwrócił uwagę na potrzebę ważności osób, z którymi się spotykasz. Pamiętaj jednak o szczerości. To, co mówisz, musi być spójne z tym, co myślisz. Gdy Twoi rozmówcy będą czuć się ważni, odwdzięczą się sympatią do Ciebie.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Przewodzenie emocji

Czy zastanawiałeś się kiedyś dlaczego w kontakcie z drugim człowiekiem odczuwasz emocje zbliżone do rozmówcy? Co sprawia, że gdy spotykasz daną osobę, Twoje odczucia zmieniają się? Czy sądzisz, że emocje doświadczane przez innych mogą na ciebie oddziaływać? Próba odpowiedzi na te i inne pytania rozbudziła moją ciekawość.

Gdy jakiś czas temu na swojej drodze zawodowej spotkałem Basię[1], kontakt z nią utrudniało mi skrępowanie, jakie odczuwałem. Zacząłem zastanawiać się nad przyczynami. Dość szybko okazało się, że skrępowanie było bliżej nieokreślonym niepokojem, który pojawiał się wraz z nadejściem Basi. Dlaczego jednak czułem niepokój w obecności tej konkretnej osoby, której zachowanie nie mogło mi zagrażać? Na niepokój najlepszy jest spokój – pomyślałem i postanowiłem przyjrzeć się tej relacji bliżej. Przypuszczenia, jakie się nasuwały, były dla mnie dość zaskakujące, niepokój, który czułem podczas kontaktu z Basią, mógł nie być mój. W takim razie czyj? Zacząłem szukać odpowiedzi na to pytanie. Najpierw obserwowałem zachowanie Basi. Następnie, gdy nadarzyła się odpowiednia okazja, rozpocząłem rozmowę. Z obserwacji i rozmowy wynikało, że najprawdopodobniej był to niepokój naszej bohaterki. Ten moment zainspirował mnie do przyjrzenia się, czym jest zarażanie emocjami[2].

Pomysł na artykuł powstał właśnie z dostrzeżenia i zrozumienia, jak istotną kwestią jest przewodzenie emocji. Zacząłem przeglądać dostępną literaturę na ten temat. Z ciekawszych prac poświęconych owej tematyce polecam O transferze emocji i nastrojów między ludźmi – mechanizm i psychologiczne wyznaczniki zarażania afektywnego dr Moniki Wróbel, jak również Inteligencja Emocjonalna Daniela Golemana. Tam też znajdziesz opisane liczne badania dotyczące zarażania emocjami i nastrojem. W moim artykule odniosę się kilkukrotnie do wyżej wymienionych opracowań. W głównej mierze jednak opiszę swoje doświadczenia, opinie i pomysły związane z tym jakże ważnym tematem. Słów „przewodzenie”, „zarażanie” i „transfer” emocji będę używał zamiennie.

Wiedza na temat przewodzenia emocji wykorzystywana jest w mediach, reklamach i portalach społecznościowych. Facebook na początku 2012 roku przeprowadził badania na pewnej grupie użytkowników[3]. Polegały one na filtrowaniu informacji dostępnych danej osobie. Wyniki badań potwierdziły, że gdy użytkownik widział pozytywnie lub negatywnie zabarwione treści, sam umieszczał posty o podobnym odcieniu emocjonalnym. Do zaistnienia transferu emocji nie jest potrzebny kontakt fizyczny. Reklamy charytatywne często ukazują trudne emocje, gdyż zwiększa to liczbę chętnych do pomocy. W komediach bądź kabaretach można usłyszeć nagrany śmiech lub zobaczyć osoby śmiejące się. Takie rozwiązanie zachęca widzów do powtórzenia tego samego. Sam śmiech, rzecz jasna, nie jest emocją, blisko mu jednak do radości i euforii. Robert Cialdini pisał o tym w swoim bestsellerze Wywieranie wpływu na ludzi. Autor odwołuje się do społecznych dowodów słuszności[4]. Nieprzypadkowo wspominam w tym miejscu o wywieraniu wpływu na innych, gdyż przyglądając się potędze przewodzenia emocji, nie można nie połączyć jej z oddziaływaniem na osoby, które spotykamy.

Po czym poznać, że mogło dojść do zarażenia?

Dobrze jest bacznie obserwować siebie. Jeżeli w danej chwili nie odczuwaliśmy konkretnej emocji, a pojawiała się ona, gdy spotkaliśmy inną osobę, to mogliśmy ulec zarażeniu. Najczęściej w kontakcie z daną osobą odczuwamy powtarzalną emocję. Wyniki badań, które zostały przytoczone w pracy dr Moniki Wróbel, głoszą, że najczęściej przewodzone są emocje przyjemne lub trudne. Wiązać się to może, jak wiele innych rzeczy, które w nas drzemie, z ewolucją. W dziejach ludzkości większą szanse przeżycia miały osoby, które jako pierwsze „spostrzegły” zagrożenie lub możliwość zdobycia pokarmu. W takich sytuacjach mogły szybciej zareagować w obronie przed niebezpieczeństwem lub sprawniej upolować zdobycz, która wyżywi grupę. Porozumiewając się bez słów, bez obrazów, jakby językiem emocji. Dodam również, że zarażanie emocjami spaja społeczność. Przeżywanie wspólnych emocji wzmacnia grupę i zmniejsza ryzyko wykluczenia z niej. W kontekście ewolucji bycie w grupie jest bardziej efektywne pod względem przeżycia jednostki niż samodzielne egzystowanie. Łatwiej także emocje przewodzimy od liderów grupy, od autorytetów niż od osób będących na niższych szczeblach hierarchii. Ta wiadomość powinna być istotna dla osób, które zarządzają zespołami, gdyż ich stan emocjonalny w znacznej mierze wpływa na współpracowników. To z kolei odbija się na jakości i sposobie wykonania zadania.

Przewodzenie emocji – jak to działa?

Odpowiadając na to pytanie, posłużę się skróconym opracowaniem tekstu dr Moniki Wróbel. Wyróżnić można dwustopniowy proces transferu emocji. Pierwszym etapem jest obserwacja mowy ciała (niewerbalnej ekspresji), która skłania do automatycznego i nieświadomego naśladowania jej. Ludzie odbierają ciągle dużą porcję komunikatów niewerbalnych nadawanych przez inne osoby – postępują tak, jakby skanowali drugą osobę. Co istotne, podczas tego obserwowania błyskawicznie powielają mimikę, ton głosu, gesty, ruchy innych osób. Robią to nieświadomie, często są to zmiany niewidoczne gołym okiem, możliwe do zarejestrowania w pomiarach diagnostycznych czynności elektrycznej mięśni (EMG). Drugi etap to sprzężenie zwrotne. Ekspresja niewerbalna (np. mimika) przyjęta przez odbiorcę jest używana jako wskazówka do określenia jego stanu emocjonalnego.

Aby zobrazować ten mechanizm, posłużę się przykładami i rysunkiem. Odbiorca, widząc uśmiech nadawcy, reaguje skurczem mięśnia jarzmowego podnoszącego kąciki ust. Taki bodziec jest natychmiast odbierany i interpretowany jako informacja o aktualnym samopoczuciu. To wpływa na odczuwanie emocji odbiorcy zbliżonych do emocji nadawcy, często obie strony nie uświadamiają sobie tego. Kolejnym przykładem może być ruch mięśni marszczących brwi. Sprawdź to sam, zmarszcz brwi, aby powstały między nimi pionowe fałdy. Zrób to teraz przed przeczytaniem kolejnego zdania. Jestem ciekaw, co poczułeś. Najprawdopodobniej były to złość, gniew lub inna bliska im emocja. Do transferu emocji z nasiloną siłą może dochodzić, gdy jesteśmy niepewni sytuacji. Gdy znajdujemy się w nowym otoczeniu, podczas niecodziennego zdarzenia, w momencie gdy nie jesteśmy pewni, jak się zachować. W takim przypadku występuje, wspomniany już wcześniej, efekt społecznych dowodów słuszności. Badamy zachowania i emocje innych, gdyż uważamy, że wiedzą, co należy zrobić w danej sytuacji. Powielamy zachowania i opinie większości grupy, uważając, że większość postępuje słusznie. Często osoba będąca w nowej, niejasnej sytuacji, np. widząc wypadek samochodowy, odczuwa niepewność. To skłania ją do obserwowania reakcji innych, osób, podobnych do niej, znajdujących się w pobliżu. Ich reakcja emocjonalna staje się dla niej wskaźnikiem pomagającym w interpretowaniu emocji.

Zarażanie emocjami to nie magia, to element nas.

O transferze emocji - tabela

Rysunek 1. O transferze emocji i nastrojów między ludźmi, mechanizm i  psychologiczne wyznaczniki zarażania afektywnego, dr Monika Wróbel.

Emocje i nastroje można oddawać oraz dzielić się nimi z innymi

Być może wiesz już, że jeżeli czujemy smutek, przygnębienie czy trwogę, dobrym sposobem na pozbycie się części tego uczucia jest rozmowa z drugą osobą – podzielenie się z kimś zmartwieniem. Słowo „podzielenie” jest tu kluczowe. Dzielimy się częścią doświadczeń. Jednak obdarowywanie nie zawsze jest zamierzone i świadome dla obu stron. Na ten aspekt szczególną uwagę powinny zwrócić osoby pracujące z ludźmi, psychologowie, trenerzy, terapeuci, coachowie. Miejmy świadomość, że często znajdujemy się pod wpływem emocji innych osób. Niejednokrotnie zdarza się to automatycznie, bez naszej kontroli.

Pamiętajmy więc, jak ważne jest to, kim się otaczamy.

Co w sytuacji, gdy mamy przypuszczenia, że doświadczamy przeniesienia emocji?

Emocje są nierozłącznym elementem naszego życia, dopełniają je. Nie sposób przed nimi uciec. Wszystkie, i te przyjemne, i te trudne, są nam potrzebne, ponieważ są równie ważne. Zobacz w emocjach szansę na twórczy dialog z samym sobą. Dopuść je do siebie, uznaj i obserwuj z pełną uwagą. Mogą być cenną informacją o nas samych i o naszych relacjach z osobami, które nas otaczają. Nie jest rzeczą prostą zaakceptowanie trudnej, niecodziennej emocji czy sytuacji, gdyż umysł w wielu kwestiach woli unikać niełatwych zadań. Jeżeli coś jest dla nas problematyczne lub nieprzyjemne, nasz mózg w skuteczny sposób odsuwa to ze świadomości. Środowisko, w którym żyjemy, również zachęca nas do unikania i ukrywania trudnych emocji. Często możemy usłyszeć: nie bądź zły, uśmiechnij się, nie płacz, nie denerwuj się. Próby odsuwania i zwalczania pojawiających się emocji nie wpływają na nas korzystnie. Jeżeli chcemy poznać nowe, być o krok dalej, to unikanie ich na pewno nam nie pomoże. W wielu aspektach życia akceptacja jest cennym motorem zmian. Dopiero gdy akceptujesz to, co się dzieje, w tym przypadku: pojawienie się emocji i możliwość ich przeniesienia, jesteś w stanie pełniej obejrzeć sytuację, w której się znajdujesz.

Już Carl Gustav Jung mówił, że emocje są zaraźliwe i przechodzą między osobami, a jedyne, co możemy z tym zrobić, to uświadomić sobie, że tak jest.

Na początku wpisu wspomniałem o Basi i skrępowaniu, które jak przypuszczam, było niepewnością bohaterki, emocją, którą tak łatwo przejąłem i która towarzyszyła mi w kontakcie z Basią. Kiedy to sobie uświadomiłem, mój poziom niepewności osiągnął swego rodzaju normę. Podczas kolejnych spotkań z bohaterką czułem raczej spokój i zrozumienie niż niepewność, choć i ona czasem się pojawiała.

Kiedy zrozumiesz, że emocje, które odczuwasz, nie są twoje, zaczynasz mieć na nie wpływ.

[1]     Imię bohaterki tekstu – Basi – zostało celowo zmienione.

[2]    Chcę jednak podkreślić, że przykład, który podałem, jest moim subiektywnym odczuciem. Tym samym w kontakcie z Basią mogło nie dojść do przeniesienia emocji. Pojawiający się niepokój mógł być związany z innymi, bliżej mi nieokreślonymi przyczynami.

[3]    http://nauka.newsweek.pl/facebook-manipuluje-emocjami-newsweek-pl,artykuly,342640,1.html

[4]    Społeczny dowód słuszności – jedna z zasad opisująca zachowanie ludzi. Mówi ona o tym, że często wyznacznikiem naszego zachowania i tego, w co wierzymy, są zachowanie i wiara innych osób, które nas otaczają. Jest to pewien rodzaj naśladownictwa. Zasada ta najsilniej działa w dwóch przypadkach. Po pierwsze w momencie gdy ludzie znajdują się w niepewnej sytuacji, nie wiedzą, co czynić, wtedy poszukują wskazówek w postępowaniu innych. Po drugie jeżeli społeczne dowody pochodzą od osób podobnych do nas. W praktyce wygląda to następująco, jeżeli znajdziemy się w sytuacji, która nie jest dla nas naturalna (dla mnie na przykład wizyta w filharmonii), to będziemy poszukiwać informacji, jak się wtedy odpowiednio zachować (kiedy wstać, kiedy usiąść, kiedy bić brawo itp.). Te informacje będziemy czerpać od osób, które nas otaczają. Największym wyznacznikiem „odpowiedniego” zachowania będą osoby do nas podobne pod względem ubioru, statusu, wieku.

Posted in Uncategorized | Leave a comment